Nocne perypetie z dresiarzem i kanarami

Sprint do nocnego, ale nie sklepu

Czwartek, godzina 1:27 w nocy. Cały przesiąknięty papierosowym dymem, wymykam się z pubu, w którym sok jabłkowy jest droższy od piwa i pospiesznym krokiem biegnę na przystanek. Kątem oka zerkam na zegarek i wkurzony stwierdzam, że zostały 3 minuty do odjazdu N dwójki. Wytężam wzrok i spoglądam w kierunku megaprzystanku przy Zielonej – autobusy jeszcze na nim stoją. “Uff, mam jeszcze chwilę” myślę sobie z ulgą, zwalniając swój olimpijski chód. Rutynowo zakładam słuchawki na uszy i włączam muzykę, nie spodziewając się nadchodzących przygód.

Gruby facio zarzuca mi kłamstwo i nieuczciwość – czyli niespodzianka na początek jazdy

Otwierają się drzwi, wchodzę do środka i spoglądam na znajome mi już towarzystwo nocnych wojaży po Łodzi. Podpici, przesadnie weseli studenci, kiwający się w rytm muzyki “zombie” z empetrójką na szyi, odpicowani starsi ludzi, których nie było stać na taksówkę, jakiś brodaty bezdomny, który uwalił się na dwóch siedzeniach czy dresiarz z plecaczkiem gapiący się przez okno to typowi pasażerowie nocnych linii. Moją uwagę przyciąga też dwóch wąsatych grubasów w skórzanych kurteczkach z lumpeksu. Niewysocy, niemodnie ubrani miłośnicy piwa po pięćdziesiątce gapią się nieprzyjemnie na wszystkich wchodzących. “Pewnie mają żony-krzykaczki, które biją ich ścierami i wyrzucają z domu” myślę sobie patrząc z ironicznym uśmieszkiem na te dwa indywidua, po czym siadam nadal słuchając muzyki. Nagle jeden z nich podchodzi do mnie. Zaczyna coś niewyraźnie mówić pod nosem obdarzając mnie wrednym spojrzeniem spode łba. Wyjmuję z ucha jedną słuchawkę starając się zrozumieć co mówił ten koleś. -Proszę bileciki do kontroli – wycedził przez zęby tym samym tonem. Kontrola biletów o wpół do drugiej w nocy! Jeszcze nigdy nie widziałem czegoś podobnego! Chyba naprawdę żony ich biją w domu…

-Proszę pana, daję panu słowo uczciwego człowieka, że mam migawkę na wszystkie linie i…
-Nie wierzę panu!
-To znaczy zarzuca mi pan, że nie jestem uczciwym człowiekiem?
-Tak! Każdy tak mówi!
- To niech pan chwilę poczeka

Ostentacyjnym ruchem wyciągam z kieszeni portfel i wyjmuję przedmiot naszej rozmowy. Koleś gapi się na migawkę nie wiedząc co powiedzieć. Odchodzi bez słowa ze spuszczoną głową.

Dresiarz też człowiek – czyli +10 do odwagi cywilnej

Autobus w dalszym ciągu mknie przez noc. Po chwili patrzę, że tych dwóch kanarów otoczyło dresiarza siedzącego po drugiej stronie. Łysy wyrostek w moim wieku ubrany w granatowy dres Adidasa nerwowo tłumaczy się, że nie ma pieniędzy, dowodu ani żadnych dokumentów. Chce być uczciwy i podać swoje dane, jednak ci dwaj mu nie wierzą. Chyba tej nocy nie spędzi w swoim domu. Dręczą go, straszą policją, ciąganiem po komisariatach o drugiej w nocy. Mają nad nim władzę i przewagę liczebną. Poniżanie go sprawia im przyjemność. Obserwuję autobus: cisza, bezdomny rząd dalej śpi w najlepsze. Nikt nie reaguje… Wstaję z miejsca i podchodzę do kanarów. Pewnym głosem mówię:

- Przepraszam, że się wtrącam, ale skoro panowie tak sumiennie wykonują swoją pracę, to czy ten brodaty bezdomny leżący z przodu ma bilet? Dlaczego panowie boją się podejść do trudnych pasażerów, a mają odwagę znęcać się nad bezbronnym, młodym człowiekiem? Czy chciałby pan, aby ktoś wobec pana kierował się taką  sprawiedliwością?

Z zakłopotaniem patrzą na mnie – kogoś, kto się im przeciwstawił i nie wiedzą co powiedzieć. Momentalnie wstaje z miejsca wysoki mężczyzna w eleganckim płaszczu i podchodzi do nas. Chyba jemu również nie spodobała się praca kanarów. Tubalnym głosem zaczyna mi wtórować:

- Właśnie! Dopierdalacie się do młodego, bo wiecie, że on wam nic nie zrobi. A jak wiecie, że od kogoś dostaniecie w czapę albo na was narzyga, to takiego omijacie łukiem! Kim wy jesteście, że chcecie go zatrzymywać w środku nocy?! Niech sprawiedliwość będzie równa dla wszystkich!

Kontrolerzy pobledli. Cały autobus się teraz na nas patrzy. Nie mają pojęcia do zrobić. Już nie ma przewagi dwóch na jednego. Nieporadnym głosem chcą abyśmy odeszli, bo to nie nasza sprawa. Ponownie przedstawiamy im argumenty nie do podważenia, co wprawia ich w jeszcze większe zakłopotanie. Odzywają się głosy reszty pasażerów: “Nie mają prawa go nigdzie zabrać!”. Zmieszani idą w kierunku kierowcy, aby zapytać się co zrobić.

Kamień, który wywołał lawinę – czyli nie jestem kimkolwiek

Dumny z siebie obserwuję zamieszanie w autobusie. Byłem tym, który miał odwagę się przeciwstawić. Nagle widzę swój przystanek. Drzwi się otwierają, szybko przez nie wyskakuję krzycząc do dresiarza: - Chodź wysiądź teraz, gdy nie patrzą! Szybciej! Udaje mu się wysiąść w ostatnim momencie. Patrzy się na mnie ktoś, kogo nie chciałbym samemu spotkać o tej porze. Uśmiecha się i mówi “dzięki, stary”. Niczym Cezar w Koloseum, pokazuję mu kciuka uniesionego do góry. “Nie ma za co” mówię idąc w swoją stronę. Radość, jaka mnie przepełniła w tym momencie była porównywalna ze strzeleniem bramki w Lidze Mistrzów. Choć na Wyszyńskiego nie było nikogo, miałem wrażenie, że niewidocznie trybuny biją brawo.

“Ważne jest abyś zachował zdolność przeżywania,
aby istniały rzeczy, które mogą Cię zadziwić, wywołać wstrząs.
Ważne jest, aby nie dotknęła Cię straszna choroba – obojętność.”

Ryszard Kapuściński

3 komentarzy

Filed under Moim zdaniem, My travels

3 odpowiedzi na „Nocne perypetie z dresiarzem i kanarami

  1. Michał

    Ach te nocne przygody… Niejedną książkę można by napisać o podróżach “N-kami” :D

  2. bojdof

    Słuszna postawa, gratuluje bohaterze z n2 : D

  3. Max

    Super Marcinie! Niewidzialne trybuny gratulują odwagi :)

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s