Jak zrobić użytek z dnia?
Każdy dzień jest podróżą przez historię, co mówi sam tytuł tej witryny. No właśnie! Nikt nie wie, kiedy normalny i nic nie znaczący dzień okaże się dniem niezapomnianym, pełnym szczęścia i nietypowych przypadków. Tak właśnie było w moim przypadku we wtorek!
Nie ma szkoły – czyli idziemy na Fotofestival Nikona =)
Ile to radości można uzyskać od samej myśli, że nie będzie dzisiaj matmy, chemii i gegry? Nie trzeba dodawać, że wspaniała, słoneczna pogoda za oknem czyni ten dzień jeszcze bardziej fajnym. No dobrze, więc w takim razie pójdę do Art Center, gdzie z Olkiem zatrudniliśmy się jako wolontariusze podczas festiwalu Nikona. Dzień wcześniej dostałem maila od Marii Magdaleny, bo szuka kogoś, mówi po rosyjsku. Tak więc nie namyślając się długo – ruszam do najbliższego Cityrunnera.
“No gdzie są te szpachelki?!” – czyli nieoczekiwana zmiana miejsc
Panna M.M, niezwykle ucieszona moim przybyciem, od samego wstępu prowadzi mnie po schodach, do starej fabryki. “Kurna” myślę sobie. “Jak ja się odnajdę w tych industrialnych halach, które przypominają labirynt?”. Po drodze zaznajamia mnie z pracą tłumacza portfolio z rosyjskiego na angielski. Zaszokowany tym zaawansowanym levelem tego zadania, mówię jej aby dała mi chwilkę na przemyślenie tej propozycji. Gdy doszliśmy na miejsce ujrzałem moje ciekawe, aczkolwiek nietypowe zajęcie na najbliższą godzinę, bo tyle miałem czasu na takie zabawy. “Będziesz wyrównywał nierówności pionowe w ścianach za pomocą gładzi szpachlowej” powiedziano mi. Z lekkim przerażeniem słucham tego poważnie brzmiącego zadania, ale po chwili, gdy widzę Olka stojącego na drabinie i drapiącego ściany – zgadzam się na to. “Można postać i pomyśleć o życiu i upływającym czasie. Fajnie być pracownikiem fizycznym!” powiada Olek. W takim razie przywdziewam kostium chirurga, białe rękawiczki a la Protector i sięgam po wiadro wypełnione masą szpachlową. Moja arcytrudna praca polega na wyjmowaniu gwoździ ze ściany i zalepianiu ubytków. Nie byłoby w tym nic ciekawego, gdyby nie to, że te stuletnie fabryczne ściany kruszą się jak glina i dziury są na głębokość kciuka. Gdyby o mnie chodziło, to wziąłbym jakąś skrzynkę ze skarbem i ukrył ją w tych murach. Albo jeszcze inaczej – wziąłbym kilof i rozłupywał te miękkie ściany w poszukiwaniu złota! Jednak wbrew pozorom i kompletnie krótkofalowo – jest to super sposób spędzania wolnego czasu!
Advanced English vs C1 Goethe Zertifikat – czyli zabawa w księgarnii
Biegnę teraz aby spotkać się z Agata. Razem idziemy do księgarni językowej, w której oddajemy się naszym pasjom, a zarazem obowiązkom. No trzeba zdać te szpanerskie certyfikaty, aby potem się nimi lansować w CV. Jednak już na początku widzę pewną dysproporcję. Czemu mój kochany niemiecki zajmuje 3 półki, a angielski 3 regały? No co za… Czysta niesprawiedliwość! Światowy język, ale zaraz! Ooo proszę! Gramatyka dla zaawansowanych! Szkoda, że nie widziałem tego wcześniej, a nie miesiąc przed certyfikatem.
Affogado – czyli miejsce, którym można zrobić wrażenie na każdym!
Pewnego razu Jacqueline pokazała mi wspaniałą kawiarnię przy Piotrkowskiej, która od razu zrobiła na mnie wrażenie. Czerwone skórzane kanapy, czarno-białe tapety w lilie (?), w tle modern jazz sprawiają, że bardziej przypomina klub niż miejsce, w którym można wypić kawę. Siadamy na jednej z nich i zamawiamy: Agata – brzoskwiniową mrożoną herbatę, a ja espresso z lodami waniliowymi. Do tego tiramisu. Boże, uczucie błogości mną przeszło! Chyba od tego stałem się wesoły na dalszą cześć dnia, bo czułem się jakbym się naćpał, albo wygrał w totka (nawiasem mówiąc, to trafiłem tego dnia DWÓJKĘ!).
Kolację jedz jak król! – czyli uczta u Babci pełna frykasów
Gdy nadszedł wieczór, godzina 21. zrobiłem się głodny. Postanowiłem pójść do mojej Babci, która zawsze ma lodówkę full opcja. Siadam przy kuchennym stole i włączam Chopina. Po chwili Babcia serwuje mi talerz, którego nie powstydził sam książę Felipe. Biały ser, żółty, topiony, sałatka, śledzie w śmietanie, tuńczyk, pomidor, ogórek, szynka, kabanosy. Do tego cudowna bułka z masłem. Potem kubek Earl Gray. Poczułem się jak książę.
Rozbiłem bank! – czyli hazard na koniec dnia potwierdza szczęście
Już miałem wychodzić, gdy pomyślałem, że wykorzystam ten dzień maksymalnie, wycisnę jak cytrynę , bo może nie prędko przyjdzie taki jak ten. Wyjąłem karty, podszedłem do Dziadka i zaczęliśmy grać w Black Jacka. Na początku ja byłem graczem, a Dziadek krupierem. I jak się to skończyło? Po pół godzinie ograłem bank! Coś niesamowitego. Jakie to fantastyczne uczucie. Szczęście? Traf? Przypadek? Może. Jednak radość jaka mną zawładnęła sprawiła, że ten majowy dzień będę jeszcze długo wspominał =)