wtorek, sierpień 28, 2007...12:43 pm

Szaleństwa w Hofbräuhaus

Przejdź do Komentarzy

“Co to kurna jest Hofbräuhas?” “Stary, najlepsze miejsce w Monachium!”

Gdy poniedziałkowym wieczorem, grupa zagranicznej odpicowanej młodzieży idzie przez centrum w kierunku Hofbräuhaus Platzl 9, cel ich wizyty jest oczywisty. Jeśli Bawarię można uznać za Królestwo Piwa, to Hofbräuhaus jest jego pałacem ze wszystkimi aktrakcjami. Niesamowite jest to, że ta zajebista pijalnia działa od końca XVI wieku po dzień dzisiejszy i pijali w niej wszyscy, począwszy od książąt po Lenina i Hitlera. Ja również miałem okazje tam powznosić toasty.

“Czuję się jak w zamku!” “Wyobraź sobie jak wygląda Oktoberfest!”

Razem z innymi wchodzę po schodach, które prowadzą do głównej sali. Kiedy do niej wszedłem, zaniemówiłem. Wielka, ogromna sala rycerska, w której na ścianach wiszą zapierające dech w piersiach chorągwie ze szlachckimi herbami, przypomina królewski refektarz. I to jaki! Dodatkowo freski na suficie przedstawiające kolejne godła, “angielskie” lwy czy ciągnace się miecze, hełmy z piórami oraz inne ciekawe znaki rozpoznawcze szlachty. Wzdłuż sali ciągną się kilkudziesięciometrowe drewniane stoły, przy których widać świętujących przy piwie turystów z całego świata. Wszędzie można dostrzec Bawarczyków w swoich tradycyjnych, śmiesznych skórzanych krótkich spodenkach, a obok nich chichoczące Japonki robiące sobie z nimi zdjęcia. Z drugiego końca tej wielkiej hali dochodzą głośne i skoczne dźwięki Volksmusik. Z uśmiechem spoglądam. Na środku scena na której kolejny fajni Bawarczycy szpanują swoimi ludowymi tańcami, panny biorą się pod boki i falują z nimi, a razem z nimi (również w tradycyjnych strojach) grubi Niemcy zasuwają na instrumentach. Co za widok!

“Patrz! Bawarskie laski przynoszą piwo!”- czyli picie czas zacząć

Siadamy z kumplami przy stole, zamawiamy helles Bier i czekamy. A tu nagle pierwsza porażka! Kelner przynosi 0.5 l piwa zamiast litra. Bartek spojrzawszy na to wulgarnie wyraża swoją dezaprobatę: “Kurwa! To dawka dla dzieci!”. Ale przymykamy na to oko, pijemy, wstajemy i z całą salą drzemy się “Auf Wohl!, Auf Wohl!”. Pijemy po niemiecku, czyli siadamy i sączymy, a nie, kurna, jak Ruscy, że przechylają chlup! w ryja i nic nie ma. Jednak niczym się obejrzeliśmy, a nasze kufle były puste i tylko ładnie się błyszczały w świetle lamp. Nie czekając na oklaski, prosimy Herr Ober! i zamawiamy Dunkel Bier, tym razem w wielkim szpanerskim kuflu wielkości głowy. Uradowani patrzymy po sobie, wulgarnie wyrażamy nasze zadowolenie, robimy zdjęcia i ciach! Teraz zaczyna się zabawa!

Oans, zwoa, gsuffa! Weiter! Prost! Auf EX! – czyli dalsze wariacje

Wychylam kufel i piję piwo dunkel, które jest znacznie lepsze od normalnego i wchodzi jak woda. Rzeczywistość nabiera kolorów, wszyscy ruszają się już płynniej, trzymają w górze kufle i się śmieją. Nagle zjawiają się bawarskie laski, zabierają Kubę, dają mu skórzane pantalony i zapraszają na scenę. Razem z monachijczykami z orkiestry zasuwamy na całej sali Volkstanzen. Błyskawicznie dołączają do nas Amerykanie, Hiszpanie, Ruscy i Japończycy. Potem siadamy i pijemy Brudenschaft’y z kompanami ze stołu. Niczym się obejrzałem, jak w pijalni została tylko nasza grupa. W takim razie czas się zabierać. O 23:15 opuszczam cudowny Hofbräuhaus. W koszuli pachnącej alkoholem, polany piwem, Canonem w ręku wychodzę na zewnątrz do tętniącego nocnym życiem centrum Monachium.

Dodaj komentarz