Gdzie boisko żywe, tam diabeł martwy
Spanie przez cztery-pięć godzin na dobę to pomysł iście mistrzowski. Po co marnować czas, skoro są wakacje? Zgodnie z metodą o. Bosco timetable musi być maksymalnie wypełniony, aby nie mieć czasu na nudę i myślenie o głupotach. Nuda jest przyjaciółką szatana, która pomaga w rozpierdoleniu życia. Muszę przyznać, że pomysł ks. Bosco jest rewelacyjny i nie tylko mi przypadł do gustu. Większość ludzi, z którymi rozmawiałem nudzą się w wakacje. Zazwyczaj podobnie jak ja, leżą jak jakiś debil na kanapie gapiąc się w telewizor lub przez okno. Natomiast tutaj w Monachium nikt się nie pytał, gdzie jest jakaś kafejka internetowa, bo Internet po prostu nie był do niczego potrzebny. Nie było na to czasu.
“Nie żryj tego, kurwa, zostaw to!” “Nie słyszałeś co ksiądz powiedział?”
-Nie, nie. To nie jest haszysz. To możesz dać tacie, bo wspomaga potencję – chmiel. -No to dwa poproszę!
Pierwszym fajnym wypadem był wypad na zwiedzanie browaru Paulanera. No i siup! idziemy obok tych wszystkich zmechanizowanych kadzi z piwem, co przypominają kapsuły kosmiczne i błyszczą się jakby ktoś nie miał co robić, tylko je polerował. Idąc na mistrzem-browarnikiem mijamy setki aluminiowych rur, migających przycisków, wihajstrów, holajz i iberlaufów, które aż się proszą aby je wcisnąć lub za nie pociągnąć. Schodzimy do podziemi, gdzie w rurociągach płynie piwo do rozlania w butelki lub do podejrzanego pomieszczenia o temperaturze 5st. C z cysternami wypełnionymi piwem. Przechodząc przez takie lub inne nietypowe labirynty zbliżamy się do wielkiej hali produkcyjnej, gdzie przechodzi do 1800 hektolitrów na jednej zmianie. Na koniec idziemy na darmową degustację Paulanera, gdzie jedząc precle i słuchając akordeonu lejemy w siebie Weiβbier.
“Szybciej szwabie, bo ptaszki ci się zmęczą!” – czyli pobyt w Wild Parku
Ponieważ Niemcy nie wiedzą jak wygląda naturalna przyroda ze zwierzętami, zrobili sobie Wild Park, czyli wypasiony las z sarnami, które sobie biegają i całą masą zwierza. Nad naszymi głowami latały sokoły i orły, jednak wszystko do czasu. Jak tylko zaczęło padać przyszedł śmieszny koleś i zaczął wydawać nietypowe dźwięki do mikrofonu, co oznaczało że ptaszki się już zmęczyły i szlag wszystko trafił! No za co… co teraz zrobić z wolnym czasem? Rozdzieliśmy się i poszliśmy do pedalskich niedźwiedzi, które wypieły się dupą i nie były chętne do niczego. Podczas, gdy lukaliśmy na to żałosne widowisko, Paweł poszedł do bobrów.
Paweł: “Skurwysyn zamiast podejść, to walił sobie konia, co jest sfilmowane. Wnerwiłem się i rzuciłem mu w mordę ogórkiem. Potem przypłynęły małe gnoje i zaczęły syczeć. Kurwa, syczało to gówno. Jedne spierdalały, drugie przychodziły.”
Bartek liże się z laską leżącą przed Pałacem Ludwika II
Przyjechali Polacy do zamku bajkowego księcia. Jak się dowiedzieliśmy, Ludwik II sam był lanserem i miał ładnie odpicowaną rezydencję. Pozłacane pokoje, samonakrywający się stół, sala balowa na 90 metrów (“Kurwa, ja bym się tutaj z kumplami ścigał na motorach!”), łóżko na podwyższeniu, lampa imitująca światło księżyca czy wanna z jaccuzi o średnicy dwóch samochodów zasługują na uznanie. Full opcja jednym słowem, gdyby nie to, że ten frajer mieszkał tam niecałe 2 tygodnie. Po wyjściu robimy w pięciu śmieszną akcję. Bartek siada przy fontannie na rzeźbie seksownej gołej laski, obejmuje ją i zaczyna się z nią lizać. Paweł znajduje sobie inną panne z marmuru i udaje, że ssie jej cycki. My cykamy fotki i się zlewamy, natomiast Niemcy popadają w osłupienie i wytrzeszczają gały jakby im szajba odbiła.
“Przeciętny Niemiec tu przyjeżdzą i nawet go na kawę nie stać. Nas stać. My jesteśmy od ks. Bosco”
Cudowny dzień był w Garmisch Partenkirchen, gdzie chodziliśmy po górach i oglądaliśmy jak budują kolejną skocznię, bo dwie to za mało. Poza miastem byliśmy w Aquaparku, gdzie szaleliśmy na zjeżdżalniach na których osiągało się 50km/h, weszliśmy do gorących źródeł na świeżym powietrzu, czy surfowalismy po sztucznej fali, z którą wszyscy przegrywaliśmy. Po wyjechaniu z Garmisch jadę pełen radości w kierunku Bad Tölz, nie wiedząc jeszcze co tam zobaczę. Przyjechawszy, patrzę tęsknym wzrokiem na to przepiękne miasto, które oświetlone promieniami zachodzącego słońca wygląda bajkowo. Urokliwe kamienice w starym stylu stojące przy wąskich uliczkach mogą się równać z tymi z Sevilli czy Valencii. Obok przejeżdżają na rowerach ładne panny, które uśmiechają sie do mnie. Pełen podziwu, respektu i zachwycenia, jak również smutku i zazdrości spoglądam zza szyb na to miasto. Spoglądam i wiem, że Polska nigdy nie będzie tak wyglądać…
1 komentarz
wtorek, sierpień 14, 2007 o 7:55 am
Owszem, Polska nigdy nie będzie tak wyglądać. Dlaczego? Bo wszystkimi swoimi problemami, aferami i skandalami jest i tak najpiękniejszym krajem na świecie! Viva Polonia!