wtorek, lipiec 24, 2007...12:23 pm

Have a nice flight

Przejdź do Komentarzy

Ogólnie o co chodzi?

Latanie samolotem jest -jakby to powiedzieć- zajebiste. Moment startu, gdy odrywasz się od ziemi i potem patrzysz na wszystko z góry. Potem w kilka godzin docierasz w wymarzone miejsce i już możesz delektować się pobytem w innym miejscu. Jednak to tyle jeśli chodzi o plusy…

“Czuję się jak w średniowiecznych dybach” czyli people inside

Dostając na lotnistu bilet z napisem LOT trudno o inną reakcje niż euforię. Jupi! lecimy lotem! jak w telewizji! Niestety rzeczywistość wygląda zgoła inaczej. Schodząc na płytę lostniska, uśmiechnięty pracownik Okęcia prowadzi w stronę podejrzanego samolotu z ciekawymi napisami po arabsku i logiem egipskich linii lotniczych. No co za…! Mniejsza z tym, może w śroku będzie tak jak pokazują na filmach, że szerokie fotele i dużo miejsca i ogólnie pierwsza klasa. Tutaj też sprawa się nieco komplikuje… a grubi ludzie mogą czuć się zaniepokojeni po zobaczeniu rozmiarów siedzeń. W każdym razie siadamy i have a nice fly!

“O tu jest prawie jak w ZOO!” czyli o współtowarzyszach podróży

Lot przebiega w przyjemnej atmosferze i nikt nie przewiduje aby miało się to zmienić. Do czasu… Po upływie 2h czuję, że jestem w ciekawym otoczeniu. Zza mojego fotela dochodzą małpie wrzaski. “Co jest, kurna?” myślę sobie. Po chwili odpowiada im niezrozumiały bełkot w krzykliwym języku, który okazuje się być polskim. Za momencik to samo, a potem już głośno i równomiernie. “Nie wierzę, przecież nie wolno wozić mapł samolotem!” myśle. Odwracam się i patrzę. Tutaj widzę dialog czwórki niecodziennych dzieci. Jakich? Stereotypowe, głupie dzieci postmodernistycznego pokolenia McDonalda i ich beznadziejna matma, która radzi sobie z nimi jak p. Bożek na naszym polskim. W tym otoczeniu również we mnie odzywały się zwierzęce instynki i miałem ochotę “przypierdzielić” im z łokcia albo z liścia, lub wytargać je jak to się robi w terapii wstrząsowej.

“Spójrz, jakie ładne morze za oknem!”… czyżby?

W samolocie leci ponad 200 osób, jednak traf chciał, że moje miejsce było na skrzydle. 80% mojego widoku ograniczało się do wielkiej metalowej beczki z napisem:

WARNING! STAND CLEAR OF HAZARD AREAS WHILE ENGINE IS RUNNING

Czemu w totka nie mam takiego szczęścia?!

“Boland! Boland! Majjj frends hjiiir!” czyli co czeka na lotnisku

Nie sądziłem, że może być lotnisto wielkości dworca. Otóż może, a właściwie bylo jeszcze mniejsze, starsze i bardziej duszne. Na nim uśmiechnięci Egipcjanie, wszyscy z wąsami a la Saddam nachalnie pomogający Ci we wszystkim. Ale kurna nic za darmo. Oczywiste jest, że chcą dolara. Za niesienie walizki, za nalepienie nalepki na walizkę, za pójście do toalety. I te Arabusy zarabią wiecej od nas! To jest absurd! Jeszcze trzeba płacić za visę na lotnisku 20$. Bardzo mądre… jakbym o niczym innym nie marzył, tym zostać w tym brudnym kraju Islamistów i Żydów. Iiii ciach! Wszyscy rzucają się do wypełniania wiz. Na szczęście w porę się dowiedziałem, że kto nie będzie jechał do Kairu i Luksoru nie musi. Ja tam nie jade i nie płacę. Zostawiam Polaków tułających się jak święty Marek po piekle i tkwiących w kilkunastometrowych kolejkach do okienka z przyjaznym arabskim urzędnikiem xD Hasta la vista suckers!

Komentarzy: 2


Napisz odpowiedź